|
Blog > Komentarze do wpisu
Po co menedżerom ryzyka kolejny standard - ISO 31 tysięcy ?
Po gorących debatach i sporach, dotyczących jego celowości i zawartości, wygląda na to, że w końcu standard zarządzania ryzykiem korporacyjnym ISO 31000 ujrzy światło dzienne - już w przyszłym roku, za kilka miesięcy.
Czego dotyczyły spory ? Mamy już standardy (amerykański COSO II - ERM Framework), dobre praktyki (brytyjski Risk Management Standard, opublikowany przez AIRMIC/IRM/ALARM i wspierany przez FERMA) oraz normy (australijsko-nowozelandzki AS/NZS 4360), po co nam więc kolejny dokument, skoro ciągle nie potrafimy zasad powtórzonych we wszystkich trzech źródłach skutecznie zaimplementować w przedsiębiorstwach ? Otóż to było pierwsza wątpliwość. Zwolennicy ISO 31000 odpowiadali, że każdy z wymienionych dokumentó (podobnie jak inne: kanadyjski COCO, południowoafrykański King II, itd) był standardem regionalnym, uwzględniającym lokalne uwarunkowania i opierającym się na już istniejących podwalinach (COSO na Sorbannes-Oxley Act, standard AIRMIC na Turnbull/Combined code), a brakowało w pełni uniwersalnego, międzynarodowego i nowoczesnego dokumentu. Zdecydowany sprzeciw FERMA przeciwko wprowadzeniu ISO 31000 okazuje się mało skuteczny. Nawiasem mówiąc oficjalne stanowisko FERMA, na początku jednoznacznie negatywne, nie zostało skonsultowane ze wszystkimi jej członkami. Jedną z podstawowych wątpliwości FERMA było przekonanie, że jednym standardem nie da się opisać wspólnego systemu dla spółek z wielu sektorów, różnej wielkości i działających na różnych rynkach. Twórcy nowego ISO - będzie o nich mowa dalej - przekonują, że nowy standard jest elastyczny i daje dużą swobodę w kształtowaniu szczegółów systemu ERM w firmach. Przyszłość i riska managerowie zapewne to ocenią. Druga obawa FERMA, którą w pełni podzielam, wiąże się z zagrożeniem, że wprowadzenie ERM w firmach na prawach standardu ISO, spowoduje podejście do zarządzania ryzykiem wogóle na zasadach "compliance" - czyli spełnienia minimum jakiego wymaga norma i to wyłącznie na papierze. To z kolei oznaczałoby w praktyce śmierć nowoczesnego i świadomego ERM i byłoby wilczą przysługą oddaną tej jeszcze tworzącej się dziedzinie zarządzania. Jak opłakane skutki mogłoby to mieć na zdolność firm do radzenia sobie z ryzykiem pokazuje przykład instytucji finansowych, które mimo uregulowania przez Bazyleę II (a może właśnie dlatego - ograniczone myślenie "compliance") okazały się niezdolne do uchwycenia potężnego ryzyka i zareagowania na nie, dlatego że istniejące modele takiego ryzyka nie przewidywały. Kevin Knight wymienia jeszcze dwa nowe zagadnienia, wokół których było sporo dyskusji:
![]() Business Insurance Europe utrwaliło wywiad, jakiego Kevin udzielił komentując powstanie ISO 31 000. Jakie jest ISO 31000 ? Standard został wypracowany przez interdyscyplinarną grupę ludzi reprezentujących różne profesje: risk management, audyt, ubezpieczenia, IT, inżynierów i naukowców. Jego publikacja wymagała przegłosowania przez co najmniej 75% członków. No cóż, podstawowy proces i jego etapy przedstawione w standardzie nie różnią się właściwie niczym od tych przestawionych w ASNZS. Nowością jest spięcie pojęciowe zasad zarządzania ryzykiem, z ramami systemu ERM oraz z procesami systemu ERM. Pojawienie się takiej ilustracji wynika zapewne z napotykanych przez firmy trudności praktycznych w uruchomieniu i "ożywieniu" systemów ERM, budowanych na podstawie dotychczasowych modeli i dokumentów. ![]() W odróżnieniu od ASNZS, nowe ISO opiera się na słownictwie z ISO/IEC Guide 73 "Risk management". Zdecydowanie eksponuje zasady, które dotychczas były jedynie miękko wspominane, m.in:
![]() Kolejne bardzo mądre nowości pojawiające się w ISO 31000, to np:
Nowe ISO nieśmiało co prawda, lecz zahacza o bardziej zaawansowane metody analityczne uwzględniające stopień pewności/niepewności w ocenie prawdopodobieństwa i skutku oraz analizę wrażliwości. Wielka szkoda, że twórcy nowego standardu nie odważyli się w tym miejscu udzielić bardziej szczegółowych wyjaśnień lub stworzyć osobnego przewodnika (jaki towarzyszył COSO II czy ASNZS). Akcentem zamykającym ISO 31 000 jest wylistowanie cech dojrzałego (doskonałego) systemu ERM. Mowa tam między innymi o nacisku na ciągłe jego ulepszanie i o mierzeniu wyników w zarządzaniu ryzykiem, o w pełni zdefiniowanej i zaakceptowanej odpowiedzialności za ryzyka i ich kontrolowanie oraz o podejmowaniu wszystkich istotnych decyzji z perspektywy podejmowanego ryzyka. Dokument ISO 31000 oceniam bardzo pozytywnie, jest wyraźnie nowocześniejszy niż wszystkie poprzednie (włącznie z moim faworytem: standardem australijsko-nowozelandzkim) lecz brakuje mu jednego: bardziej "technicznego" i szczegółowego przewodnika z technikami, przykładami itp. - czegoś takiego, w co wyposażono ASNZS oraz COSO II. Dla osób, które chciałyby się zdecydować na któryś ze standardów lub porównać je z nowym ISO 31000 polecam artykuł jaki ukazał się w AIRMIC News w sierpniu 2005 i jaki został udostępniony na mojej witrynie za zgodą autora. poniedziałek, 15 grudnia 2008, rudnicki.com.pl
TrackBack
Komentarze
Gość: Adam, 213.199.233.5*
2008/12/17 10:32:17
Dzięki za newsa Rafale,
Dokument zaraz przeczytam i może odniosę się w następnym komentarzu. Natomiast nie mogę oprzeć się pokusie by zadać pytanie: Czy teraz będziemy mieli firmy certyfikujące systemy zarządzania ryzykiem? Czy będzie to masowa produkcja certyfikatów na miarę ISO 9001? W takim układzie ERM zostanie zmielony na compliance wyłącznie... Z drugiej strony może ISO i certyfikaty bardziej przemawiają do zarządów i właścicieli niż jakieś ERM, COSO czy ASNZS... Przy okazji, jeśli będziesz dysponował wolną chwilą w Warszawie to chętnie się spotkam i porozmawiam na ten i inne tematy (ale raczej po świętach). Wiele się zmieniło od czasu gdy pierwszy raz rozmawialiśmy w Poznaniu :) Pzdr 2008/12/17 11:22:00
Robert,
Tak, to nic nowego jesli spojrzec na praktyke lecz sporo nowego jesli odniesc np do COSO II. Moim zdaniem ISO 31 tys nie robi nic innego, jak sankcjonuje na pismie najnowsza dobra praktyke. Co do Bazylei II, to mimo ze w boju ostatniego kryzysu okazala sie "bezzębnym tygrysem", jej najwiekszym wkladem w ERM ogolnie bylo podejscie narzedziowo /wskaznikowe, jesli tak to moge nazwac, ktorego ciagle brakuje risk managerom (i standardom) reprezentujacym podejscie ne-compliance. Niestety, brakuje tego nawet w najnowszym ISO. Adam, Nie, ISO 31 tys nie bedzie podlegalo certyfikacji (generalnie mozna to uznac za jedyne zwyciestwo protestow FERMY). Jednak niezaleznie od tego, zagrozenie o jakim mowisz jest moim zdaniem bardzo duze. W Warszawie bywam ... wiec do zobaczenia. |
![]() Rudnicki |
W sumie to dobrze, że jest nowy standard bo odświeża spojrzenie i pobudza do zmian. Chętnie się z nim zapoznam (nawet za chwilę, dzięki za udostępnienie draftu :) ). Najsmutniejsze jest to, że dojrzałość w zakresie RM jest jeszcze na bardzo niskim poziomie.
Co do Basel II to przykładowo w kwestii ryzyka operacyjnego wniosło ono ogrom dobrych rzeczy do instytucji finansowych. Jednak dojrzałość jest wciąż na poziomie co najwyżej podstawowym (1 w pięciostopniowej skali...) i ciągle patrzenie na RM jest bliże spojrzeniu SOX niż ERM czyli bliżej compliance niż riskman. Oba mają swoją wartość acz moje osobiste preferencje bliższe są tej drugiej opcji ;)