Celem zarządzania ryzykiem korporacyjnym nie jest budowanie awersji do ryzyka. Organizacje rozumiejące i wykorzystujące ryzyko, mogą bezpiecznie przełknąć go więcej, niż pozostałe firmy z branży.
Blog > Komentarze do wpisu
Jerzy w Krainie Czarów

Jedną z sesji na ostatniej Konferencji Polrisk, która stanowiła odskocznię od całej poważnej reszty, była sesja prowadzona przez Pana Jerzego Ziębę, chodzącego z etykietą firmy SMG/KRC HR. Z CV Pana Jerzego wynikało, że uczył się zarządzania ryzykiem w Australii - której pragmatyczne i prostolinijne podejscie do zarządzania ryzykiem cenię. Postanowiłem, że posłucham co ma do powiedzenia.

Zaczęło się efektownie - listą firm, które mają pokaźny dorobek jeśli chodzi o zarządzanie ryzykiem. Pan Jerzy przygotował nas na wstępie na olśnienie - pokaże jak to się robi "na zachodzie", w nowoczesnych firmach, już od ponad dziesięciu lat. Drugi slajd (i ostatni, bo tylko na tym slajdzie opierała się większość prezentacji) z każdą minutą się komplikował, obrazując mnogość procedur, dokumentów, procesów, systemów i gąszcz strukturalny firmy a także zależnosci między nimi - w końcu odlecieliśmy w kosmos ...

Pan Jerzy wielokrotnie powtarzał, że przecież mówimy o dużych, skomplikowanych mega-korporacjach. Ja się jednak nie zgadzam - mówimy o polskich firmach, funkcjonujacych tu i teraz - być może dużych zakładach przemysłowych, być może wielooddziałowych firmach dystrybucyjnych - lecz z całą pewnościa to nie skala Lockheed czy Rolls-Royce, znacznie mniejsze doswiadczenie w gospodarce wolnorynkowej, inne potrzeby mierzone ilością i stopniem skomplikowania systemów biznesowych i informatycznych.

Pan Jerzy również postawił tezę, że to "wymagania" są siła napędową wszystkich ryzyk (risk drivers). Słyszeliśmy np. o otoczeniu zewnętrznym i procesach biznesowych w firmie jako źródłach ryzyka, ale o wymaganiach ... ? To bardzo mocno pachnie podejściem compliance, już odchodzącym do lamusa i niezbyt chwalonym w kontekscie ERM - wstyd sprzedawać to jako podejście nowoczesne.

Czekałem na konkrety, metody, wynalazki cały czas zapowiadane przez Pana Ziębę - ale nie nadchodziły. Natomiast "sprzedawany" nam świat, w którym firmy bazują wyłącznie na systemach informatycznych zarzadzających wymaganiami, dokumentacją, systemami, procesami i porozumiewających się między sobą niemalże bez udziału człowieka - to zwyczajna utopia. W wizji Pana Jerzego nie ma komitetów ryzyka, rejestrów ryzyka, ryzyka zmieniają się przez 24/7/365, systemy same je śledzą, "rozmawiają ze sobą" i prawie, że za nas decydują. Zdecentralizowane i dynamiczne zarządzanie ryzykiem - jak najbardziej tak, ale ERM to sposób podejmowania decyzji a nie sposób na uciekanie od decyzji.

Panu Jerzemu również nie podobało się polskie tłumaczenie COSO II (prawdopodobnie chodzi o wydanie PBSG). Panie Jerzy - z zapartym tchem czekamy na Pańskie, lepsze tłumaczenie. Nie żebym był jakimś specjalnym zwolennikiem COSO II (wręcz przeciwnie), czy firmy PBSG (ledwo raz się z nimi zetknąłem), ale moim zdaniem nie należy się tak przyczepiać do braku przymiotnika "ciągły" przy słowie "proces" w definicji ryzyka. W końcu proces może być tylko ciągły, inaczej nie byłby procesem ...

Zastanowiła mnie również koncepcja ustalania prawdopodobieństwa każdego ryzyka w ten sposób, że "zbieramy ekspertów zewnętrznych, sadzamy ich do jednego stołu i każemy im wyliczyć". Panie Jerzy, czy kiedyś wogóle próbował Pan to w ten sposób zrobić ? Kogo stać na tak luksusowy sposób ustalania podstawowych danych ? Być może Rolls-Royce ...

Zastanowiła mnie - i powiem szczerze, zniecierpliwiła - otwarta krytyka autorskiego podejścia do ERM przedstawiana podczas konferencji np. przez zespół SGH czy przez członka Polrisk, a dotycząca modelu ERM tworzonego w Telekomunikacji Polskiej. "Zrobiliście panowie kawał dobrej roboty, ale nikomu niepotrzebnej. Tak się tego nie robi".

Ale niestety, do końca prezentacji nie dowiedziałem się od Pana Zięby jak to się robi.

Zajrzałem jeszcze raz do CV udostępnionego w materiałach konferencyjnych:
- w Australii Pan Zięba zajmował się zarządzaniem ryzykiem korporacyjnym
- brał udział w tworzeniu "pierwszych na świecie standardów ERM" - tj. AS/NZS:2004 (to nie jest prawda, były inne wcześniej)
- prowadził firmy, zajmujące się wprowadzaniem pierwszych na świecie systemów ERM opartych na technologiach internetowych.  

Zapytałem Kevina Knighta - guru z australijskim RMIA, twórcy AS/NZS 4360 oraz później ISO 31000 - czy kojarzy Pana Ziębę w kontekście zarządzania ryzykiem, RMIA lub zarządzania wogóle. Kevin stwierdził, że "z pewnością nie pamiętam, żeby mi to nazwisko kiedyś nawet wspominano w jakimkolwiek kontekście, również nie znalazłem żadnego odniesienia do niego w moich różnorakich notatkach".

Z kolei moi znajomi dostawcy jednego z systemów informatycznych wspierających ERM i sprzedawanych w Australii, znali Pana Jerzego. Keith poinformował, że Pan Zięba przez niecałe dwa lata (2001-2003) zajmował się sprzedażą oprogramowania brytyjskiej firmy Strategic Thought, która jednak po jakimś czasie wycofała się z rynku, kiedy Pan Jerzy nie mógł wykonać zamierzonych planów sprzedaży.

To by wyjaśniało "ślizganie się" po powierzchni ERM i uciekanie do skomplikowanych systemów informatycznych... Panie Jerzy, może należaloby zacząć od własnoręcznego zaprojektowania i wdrożenia choćby jednego systemu ERM - niekoniecznie w wielkiej korporacji, ale chociażby w małym zakładzie. To znacznie pomaga nabrać nie tylko doświadczenia, ale i dystansu do swoich kwalifikacji i pokory w stosunku do trudnej sztuki ERM.

piątek, 23 kwietnia 2010, rudnicki.com.pl

Polecane wpisy

  • Dużo literek i japońskich wyrazów

    TWI, VSM, 5S, A3, SIPOC, TPM, SMED, Ishikawa, Kanban, Kaizen, Poka-Yoke ... O każdym z osobna napisano kilka książek, a wszystkie wzięte razem i wspar

  • Zmiana

    Za dwa dni opuszczam obecna firmę - budującą platformy wiertnicze / produkcyjne oraz kładącą rury do transportu ropy na dnie morza. Firma jak firma - jej zmiana

  • Budowa elektrowni w Omanie ....

    Parę dni temu na portalu gospodarczym wyczytałem informację, że " Wärtsilä dostarczy elektrownię 120 MW do Omanu ", a konkretnie na półwyspie Mu

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Robert, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/26 06:50:46
W pełni podzielam Twoje zdanie Rafał. Po tym występie byłem w pełni rozczarowany i zdegustowany dwoma elementami. Pierwszy to treść wykładu a drugi, który można sprowadzić do pytania: jak taka treść mogła być włączona do konferencji organizacji promującej ERM. Czy nie było weryfikacji? Tak "komplajanosowego" podejścia Polrisk nie powinien dopuścić ;) chyba, że w charakterze kontrowersji. Jedyną zaleta tegoż wystąpienia był jego dynamizm, przy ogólnie dość słabych umiejętnościach prezenterów, pan Jerzy błysnął dynamiką, niestety treść podawał niezjadliwą. To dość sympatyczny człowiek, mocno przekonany do swego zdania, aczkolwiek w kuluarach przyznał, że do instytucji finansowej jego podejście może nie przystawać. ;)

Jedna uwaga do tego co napisałeś. Metoda delficka jaką przywołał pan Jerzy, mimo kosztów, jednak często jest używana i sprawdza się w np. w biznesie. Nie jest łatwo, ale przeprowadziłem wiele warsztatów samooceny z jej wykorzystaniem i śmiem twierdzić, że mimo mankamentów jest jedną z lepszych metod. Poziom ekspertów bywa różny, ale w biznesie nie chodzi o jakość podobną badaniom naukowym, więc nie jest to znacząco przeszkodą... :)

-
2010/04/26 12:37:17
Metoda delficka jest dla mnie jak najbadziej OK. Dlaczego tylko do kazdego ryzyka, i za kazdym razem eksperci zewnetrzni ? To kazdorazowo wydatek co najmniej kilka tysiecy EURo. Jestem zdania, ze jesli firma funkcjonuje w obszarze, w ktorym silami wlasnych ludzi (in-house know-how) nie potrafi opanowac wiekszosci ryzyk, to powinna z tego obszaru uciekac. Jak dla mnie experci powinni sie pojawiac przy kilku najtrudniejszych ryzykach - ale nie przy wszystkich ...

R.
-
Gość: Halina, 213.25.206.*
2010/04/26 12:50:06
Pan Jerzy ma wyjątkowy dar konfabulacji. Polecam szczególnie jego pogadanki w tematach dotyczacych dietetyki i lotnictwa. Może to być pewną wskazówką dla organizatorów kolejnej edycji Polrisk:)
-
Gość: Robert, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/26 18:39:24
Aj... to się nie zrozumieliśmy :) Ja nie miałem na myśli ekspertów zewnętrznych :) Przez ekspertów rozumiem ludzi z biznesu czyli własne siły. Często obiektywnie wielu z nich nie można nazwać ekspertami, ale ponieważ zajmują się danym tematem, więc w danym środowisku mogą mieć największą wiedzę i z konieczności pełnią rolę ekspertów. W biznesie to starcza mimo oczywistego obarczenia analizy błędem.

Oczywiście zatrudnianie do każdej analizy eksperta za gazylion boksów, to porażka finansowa i najczęściej porażka samej analizy...
-
Gość: Joanna, *.adsl.inetia.pl
2010/06/14 14:43:06
:) Charakterystyczny typ. Zapewne w wielu dziedzinach życia znajdziemy jakich Jerzyków.
Creative Commons License
Rudnicki

View Rafał Rudnicki's profile on LinkedIn