Celem zarządzania ryzykiem korporacyjnym nie jest budowanie awersji do ryzyka. Organizacje rozumiejące i wykorzystujące ryzyko, mogą bezpiecznie przełknąć go więcej, niż pozostałe firmy z branży.
Kategorie: Wszystkie | Koncepcje | Polemika | Rynek
RSS
środa, 09 kwietnia 2014
Kanibalizm kulturowy

Emiratczycy mają problem, ale jeszcze sobie z niego nie zdają sprawy - czyli stoją przed zagrożeniem, ryzykiem. Sami są źródłem tego zagrożenia, a raczej ich kultura pracy.

Rodowici Emiratczycy to kilkanaście procent społeczeństwa - ci pracujący, pełnią zwykle funkcje w urzędach i instytucjach państwowych, których jest tutaj dużo (urząd emigracyjny, transport miejski, nadzór budowlany, agendy inwestycyjne, zarządzanie parkingami, policja ...) lub pełnią funkcje zarządzających w spółkach, których właścicielem jest rząd.

Praca w urzędach nie stawia ich pod presją czasu, wydajności, sprawności, punktualności. Co gorsze (wydawałoby się, że tylko dla interesantów, ale w długim horyzoncie jest to niekorzystne dla samodyscypliny Emiratczyków) interesantami są przybysze z zagranicy, w większości Hindusi, Pakistańczycy i Filipińczycy, którzy są traktowani w urzędach mówiąc oględnie z wyższością i nonszalancją. W spółkach biznesowych, zarządzający Emiratczycy są wyręczani przez importowaną siłę roboczą - albo dawców know-how z Europy, Australii lub Ameryki Północnej albo "klepaczy klawiatur" z Indii, obsługę z Filipin bądź przez wyrobników z Pakistanu. Emiratczycy nie muszą pracować - wolą sobie tę prace (zarówno umysłową jak i fizyczną) wynająć i za nią zapłacić stosunkowo niewielkie dla nich pieniądze. Sami stali się bardzo wygodnymi bankierami i administratorami.


O ile mi wiadomo, na emeryturę mogą przejść po 15 latach pracy, a więc w wieku około 40 lat. Na emeryturze otrzymują 80% swojego wynagrodzenia. Przy wynagrodzeniach miesięcznych rzędu 50-100 tys Dirhamów lub więcej (40-80 tys złotych), oczywiście bez podatku, właściwie motywacja do pracy spada do zera, co mogę osobiście zaobserwować wśród osób będących u mnie w firmie w wieku "przed emerytalnym". Rozmowy jakie często przeprowadzam z ekspatami zatrudnianymi na odpowiedzialnych stanowiskach praktycznie w każdej firmie, potwierdzają tę prawidłowość i te same zachowania - kawa, prasa, facebook, ewentualnie doglądanie czy Europejczyk dobrze wymyślił, a Hindus lub Pakistańczyk wykonał. Podpis składa i pochwały przyjmuje Emiratczyk. Nie jest dobrze z nimi dyskutować czy zbyt aktywnie podważać ich zdanie, nawet jak nie mają racji - przyjmują to osobiście, jak zaatakowanie ich pozycji w firmie. Jako Emiratczycy uważają się za współwłaścicieli zasobów, jakimi są importowani pracownicy - nawet zatrudnieni w randze managerów, dyrektorów. Bywa, że niektórzy ekspaci są zbulwersowanych takim stanem rzeczy - ale większość podchodzi do tego na zimno - przyjechali tu zarobić kasę i nacieszyć się "łatwym życiem", nie chcą zmieniać tutejszego świata.

Zatrważające jest również podejście do pracy młodych Emiratczyków, darmozjadów. W kraju obowiązuje prawny przymus tzw emiratyzacji - zwiększania procentu Emiratczyków w strukturze zatrudnienia firm i urzędów w Zjednoczonych Emiratach. Firmy więc muszą przyjmować co roku nowych pracowników noszących białe diszdasze. Robia to niechętnie, bo przyjmują gołowąsów zaraz po studiach, którzy mają nikłe doświadczenie i wymagają natychmiastowego zatrudnienia "dublera" z Indii lub co gorsza (bo drożej) z Europy, który będzie odwalał robotę za nich. Emiratczycy, tylko dlatego że są Emiratczykami, za pełnienie określonej funkcji otrzymują wynagrodzenia i benefity znacznie wyższe niż przyjezdni (mogę tylko zgadywać, że wyższe o jakieś 30-50%). Są obejmowani luksusowymi programami edukacji i rozwoju - wyobrażacie sobie zielonych pracowników, niedawno studentów, wysyłanych na kilkudniowe szkolenia do pięciogwiazdkowych hoteli i ośrodków ? Co gorsza nastawienie tych młodych od samego początku jest takie, że oni nie przyszli tu do pracy (bo pracować będą za nich inni), tylko żeby jakoś przepękać te 15 lat i potem korzystać z emerytury.


Te mechanizmy i postawy siedzą w nich bardzo głęboko, do tego stopnia, że nie są uświadomione, nie potrafią na to sami krytycznie spojrzeć. Z ich perspektywy to nie jest cwaniactwo (nikt się z tym nie kryje, to jest zalegalizowany system), to nie jest wyzysk (bo przecież importowana siła robocza sama wciska się do nich drzwiami i oknami) - to jest ich sposób na życie. Bardzo dobrze współgra z innymi elementami kulturowymi - punktualność jest rzeczą względną i z pewnością nie jest poszukiwaną cnotą; ciężka praca, pośpiech, intensywność, wydajność - to kłóci się ze stylem życia jaki wiedli jeszcze 50 lat temu, majestatycznie przemieszczając się na wielbłądach po pustyni od jednego gaju daktylowego do drugiego i mieszkając w budynkach lepionych z gliny. Te 50 lat starczyło, żeby wypompować ropę i zamówić postawienie "pod klucz" oszałamiających miast, ale to za krótko żeby zmienić mentalność. Sposób w jaki się poruszają - wolno, bez pośpiechu, majestatycznie - jest przedłużeniem ich "etosu pracy". Na ich jeden krok ja wykonuj trzy - i to nie jest przenośnia ! Oni nie potrafią, nie nauczą się zapieprzać, robić coś wytrwale, zmęczyć się pracą, wykonywać zadań z zegarkiem w ręku. To obce kulturowo.

I co z tego wynika ?

Był taki krótki okres - kryzys na rynku finansowym i nieruchomości 2008-2010 - kiedy Dubaj na chwilę się załamał ekonomicznie. Ekspaci stąd uciekali, porzucali samochody na lotniskach i na poboczach, pozostawiali niespłacone kredyty, wynajmowane mieszkania wraz z meblami. Po kilkunastu miesiącach wrócili (już nie ci sami, bo taki tryb opuszczenia kraju zamyka im drogę powrotu). 

To była mała zapowiedź armageddonu jaki moim zdaniem wydarzy się za kilkadziesiąt lat, kiedy skończą się pieniądze z ropy. Co prawda dalekowzroczni szejkowie siedmiu Emiratów kładą ogromny nacisk na takie ukierunkowanie rozwoju federacji (szczególnie Dubaju i Abu Dhabi), aby stały się gospodarkami niezależnymi od ropy, ale mentalność chyba pozostanie, bo istniejący system sprzyja jej utrwaleniu. Skończy się rozbudowa infrastruktury, tkanki ekonomicznej, a  gospodarka przestawi się z "rozwój" na "przetrwanie". Ci najlepiej opłacani ekspaci odpowiedzialni za wymyślanie i organizowanie współczesnych Emiratów wyjadą z kraju, miliony Hindusów z Karali pracujących w biurach staną się niepotrzebne, kolejne miliony wyrobników z placów budów wrócą do Pendżabu i Beludżystanu, do swoich glinianych lepianek gdzieś w górach. Emiratczycy zostaną sami z tym co wymyślił, postawił i uruchomił ktoś dla nich (za nich) za ich petrodolary. 


Czy będą w stanie wymyślić jak wyremontować lub przebudować 70-cio piętrowe wieżowce lub 4-poziomowe skrzyżowania ? Obawiam się że nie, bo do tej pory znacznie ciekawsze były wyścigi wielbłądów. Czy będą dynamicznie, z ikrą i talentem organizacyjnym zarządzać firmami, oddziałami, przez 10-12 godzin dziennie jako managerowie operacyjnie ? Nie potrafią tego, bo dotąd kupowali talent i dynamizm w biznesie, a sami poczucie dumy czerpali jedynie "dynamicznej" jazdy wielkimi dżipami po wydmach. Czy przez cały dzień, intensywnie i z zegarkiem w ręku, będą wprowadzać dane do komputerów a potem systematycznie je sprawdzać ? Niestety, tylko Hindus może pokornie robić to samo dzień w dzień i się nie znudzić ani nie zbuntować. Czy chwycą za łopaty i będą pracować w 50-cio stopniowym upale pod otwartym słońcem ? Proszę wybaczyć, ale do takiej pracy żaden Emiratczyk się nie zniży.

Czy za kolejne 50 lat miasta zabierze pustynia, piasek zasypie autostrady, a Emiratczycy znów niespiesznie będą wędrować wielbłądzimi karawanami od jednej oazy do drugiej ?


Wasz w ryzyku,

R

08:23, rudnicki.com.pl , Polemika
Link Komentarze (11) »
Creative Commons License
Rudnicki

View Rafał Rudnicki's profile on LinkedIn