Celem zarządzania ryzykiem korporacyjnym nie jest budowanie awersji do ryzyka. Organizacje rozumiejące i wykorzystujące ryzyko, mogą bezpiecznie przełknąć go więcej, niż pozostałe firmy z branży.
Kategorie: Wszystkie | Koncepcje | Polemika | Rynek
RSS
poniedziałek, 20 października 2014
Badanie FERMA 2014

Dzis - podobnie jak pewnie kilka tysiecy risk managerow w calej Europie - otrzymalem wyniki FERMA Survey 2014. Nie jest to dokument z ktorym mozna sie zgadzac badz niezgadzac - z faktami sie nie dyskutuje.
Mozna jednak probowac wyciagac swoje wlasne, subiektywne wnioski, interpretowac. Osobiscie traktowalem ten raport jako probierz, na ile przez te poltorej roku oddalilem sie od europejskiego rynku risk managementu, na ile stracilem kontakt z rzeczywistoscia.

Kilka pojec, zjawisk ktorymi risk managerowie w Europie sie niby teraz "zachlystuja" brzmi dosc odlegle, ale nie jestem przekonany czy rok-dwa lata temu byly blizsze naszemu Krajowi i srodowisku gospodarczemu ? Mam na mysli np. Solvency II w kontekscie keptywow (to chyba nadal w Polsce zjawisko marginalne), Data Protection Regulation (nasza ustawo o Ochronie Danych Osobowych to stabilna rzeczywistosc juz od dawna), oraz wymogi co do sprawozdawczosci i ujawniania informacji przez spolki notowane (jestem "dobrej" mysli, ze tak jak wynika z badan i raportow Grant Thornton prowadzonych juz od lat, nasze spolki nadal beda mialy w glebokim powazaniu dobre praktyki dotyczace zawartosci i rzetelnosci raportow rocznych, szczegolnie w kontekscie zarzadzania ryzykiem).

Mam jednak pare przemyslen i refleksji innej natury.

rm gender

Niby to zawod meski, ale jednak za pare lat meskie inzyniersko-analityczne staruchy (78%) pojda na emeryture a ich miejsce zajma prezne kobiety ktorym nie brakuje inteligencji spolecznej i emocjonalnej, ktore beda potrafily komunikowac, perswadowac, przekonywac i porywac za soba - zmieniac kulture organizacyjna.

rm staff


Przewazajaca wiekszosc - nawet bardzo duzych - firm zatrudnia zaledwie kilka osob w dziale zarzadzania ryzykiem, przy czym prawdopodobnie czesc z tych osob zajmuje sie tylko ubezpieczeniami. Wynika z tego ze kroluje model w ktorym risk manager jest sila napedowa i przewodnia, wlascicielem procesu, jednak aktywnosc i decyzje zwiazane z procesem zarzadzania ryzykiem spoczywaja na managemencie liniowym. Jest duza szansa, ze dyscyplina ZR nie zostanie zbiurokratyzowana lecz bedzie stanowic jedna z domen, cech dobrego zarzazania na wszystkich szczeblach.

rm structure


I ostatnia, chyba najciekawsza refleksja. Powyzszy wykres pokazuje jak najczesciej europejskie firmy organizuja wspolprace i interakcje pokrewnych sobie dyscyplin Risk Management, Internal Audit, Internal Control i Insurance - ktore w sumie stanowia kregoslup systemow corporate governance.

W skrocie kolejne modele mozna by sparafrazowac nastepujaco:

  • 40% (RM+IM, osobno IA i IC) - ubezpieczamy (IM) to co wynika ze swiadomej oceny ryzyka (RM), kontrola wewnetrzna (IC) niekoniecznie jest na uslugach ryzyka (RM) a audyt (IA) jest niezalezny od wszystkich, chyba najblizszye idealowi, pod warunkiem ze RM i IC potrafia sie dogadac ...
  • 23% (kazdy dzial osobno) - cztery niezalezne ksiestwa; intensywnosc wspolpracy, walka o interesy, polityka wewnatrz-korporacyjna ... ich wspolna strategia jest niewiadoma ...
  • 15% (RM+IA+IC, IM osobno) - jestesmy jak dinozaury, probujemy kupowac ubezpieczenie w oderwaniu od realnej oceny ryzyka, a audyt, kontrole wenetrzna i ryzyko upchnac do jednego wora i zrobic z nich takiego niestrawnego BigMac'a
  • 7% (RM + IC razem, IA oraz IM osobno) - kontrola wewnetrzna ma role sluzebna wobec ryzyka (gorzej, jesli mialoby byc odwrotnie), audyt zachowuje niezaleznosc natomiast ubezpieczenia .... pozostaja zagubione i oderwane od rzeczywistosci firmy
  • 7% (wszystko razem) - wszystko co wazne dla biologii organizmy mamy razem - kuchnie, sypialnie, kibelek, pralnie i pokoj dzienny .... taka wiejska chata ze skansenu.

Oczywiste jest, ze struktury jak wyzej wynikaja z historycznych uwarunkowan w danej firmie a bardzo czesto z preferencji i przekonan (niejednokrotnie zupelnie blednych) albo interesow pojedynczych osob na wyzszych stanowiskach wykonawczych. Mniej oczywiste jest to, ze czesto struktura i miejsce jakie w niej zajmuje RM z gory determinuje porazke tego ostatniego.

A jak to jest w Twojej firmie i co z tego wynika ?

Wasz w ryzyku,
R

15:03, rudnicki.com.pl , Polemika
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 września 2014
Rasowy system zarzadzania ryzykiem

Po ostatniej konferencji w Dubaju korespondowalem troche z jednym z prelegentow - z Chrisem Mandel z Sedgwick. W efekcie natrafilem na ciekawy dokument opublikowany przez Corporate Treasures Council: "CTC guide to Enterprise Risk Management. Beyond Theory: Practitioner Perspectives on ERM". I w tym ciekawym dokumencie natrafilem na arcyciekawe case study opisujace, jak zarzadzanie ryzykiem funkcjonuje w firmie Johnson Controls. Podziele sie kilkoma spostrzezeniami na temat cech ich systemu zarzadzania ryzykiem powodujacych, ze ten system poprostu dziala.

Zarzadzanie ryzykiem jako funkcja zostalo ulokowane w departamencie planowania strategicznego a sam proces ZR zostal mocno zwiazany z procesem zarzadzania strategicznego. Innymi slowy planowanie i decydowanie strategiczne nie mnoze sie odbyc z pominieciem ryzyka a wszelkie rozwazania na temat ryzyka i srodkow zaradczych odbywaja sie w kontekscie zarzadzania strategicznego. Ma to potrojnie dobroczynny efekt:

  • jest gwarancja wlasciwie ustawionego kontekstu do ZR (wymog ISO 31000 i innych dobrych praktyk)
  • zostaje zagwarantowany ciagly, bezposredni i szeroki udzial w ZR "grubych ryb od strategii"
  • zostaje wymuszone pewne tempo procesu ZR, ktore musi sie dopasowac do tempa (rocznego cyklu) planowania i zarzadzania strategicznego (odzwierciedla to w 100% moje wlasne przekonanie, ktore promowalem na konferencjach, kursach Polrisk i szkoleniach).

harmonogram ZR

Proces zaczyna sie od przegladu "risk universe" z poprzedniego roku (troche ponad 100 ryzyk), jego krytycznej oceny i aktualizacji. Nastepnie kazdy business unit selekcjonuje swoje "top 50". Okazuje sie, ze ze wszystkich wybranych ryzyk jedynie ok 20 jest wspolnych dla wszystkich business unitow, pozostale sa dla nich unikalne / typowe.

W nastepnym kroku zostaje dokonana ocena ryzyka, za pomoca webowego narzedzia informatycznego gwarantujacego szeroki udzial managementu oraz automatyzacje procesu, bez potrzeby organizacji warsztatow. Mimo ze osobiscie nie wierze w sesnsownosc wynikow otrzymywanych w procesie tzw "glosowania" i uwazam, ze wartosci otrzymane podczas ostrej dyskusji warsztatowej sa znacznie bardziej wiarygodne, to po spelnieniu pewnych warunkow i biorac pod uwage ilosc zaangazowanych managerow (po ok 100 z biznes unitu !) takie narzedzie online zdaje sie byc jedynym sensownym rozwiazaniem.

Warunki o jakich mysle to kilkakrotne dokonanie oceny ryzyka podczas warsztatow gromadzacych wielu managerow, we wstepnej fazie wdrazania zasad ZR. Gwarantuje to wyrobienie sobie zblizonego pogladu na znaczenie wartosci, skal i punktow przyjetych w ocenie ryzyka.

I zblizamy sie do jedynego aspektu ktory mi sie w JC "nie podoba" - sposob polaczenia miar ryzyka. Otoz standardowa ocena skutku (skala 1-5) i prawdopodobienstwa (skala 1-5) zostala rozszerzona o efektywnosc srodkow zaradczych (skala 1-5) oraz tzw risk velocity (czas od ujawnienia sie / zadzialania ryzyka do momentu kiedy nastapi manifestacja / uderzenie jego skutkow, efektow w skali od 0 do 0.4). Uwzglednienie skutecznosci kontroli jest godne pochwaly, uwzglednienie "szybkoci ryzyka" jest bardzo nowoczesne.

Na ponizszym obrazku pokazano jak wyskalowano ocene ryzyka:

risk matrix JC

 

Jednak JC uzyskuje ostateczna wartosc danego ryzyka wyciagajac srednia arytmetyczna (!) ze skutku i prawdopodobienstwa, odejmujac od tego efektywnosc kontroli i dodajac szybkosc ryzyka. To troche jakby wyciagac srednia z objetosci wody (w m3) i jej temperatury (w celsjuszach), odejmowac od niej grubosc naczynia (w mm) i dodawac sile wiatru w m/s. Byc moze, metoda prob i bledow managerowie doszli do algorytmu ktore daje zadawalajace wyniki, ale chyba nie zawsze, skoro w swojej metodologii dopuszczaja "reczne" poprawianie (weryfikacje) oceny ryzyka jaka jest efektem wyliczenia dokonanego przez system. To mi troche smierdzi.

Ja dla odmiany zaproponowalbym ocene skutku i prawdopodobienstwa w skali np 1-5, efektownosci kontroli oraz szybkosci ryzyka w skali 1-3, a sam algorytm wygladalby tak:

corrected risk
Kolejnym krokiem - na bazie wyliczonej i zweryfikowanej przez management oceny ryzyka - jest wypracowanie przez management liniowy srodkow / planow zaradczych dla "top 10" ryzyk. Mowa tam o wlascicielach ryzyka, konkretnych dzialaniach i terminach monitorowania wykonania planu. Wprowadzono w raportowaniu jednostronnicowe "dashboardy" pokazujace stan zaawansowania prac nad opanowaniem konkretnego ryzyka. Mozna zatem zaobserwowac to co jest bardzo charakterystyczne dla firm dojrzalych w zarzadzaniu ryzykiem - raportowanie, informacja i decyzje nie skupiaja sie juz tak bardzo na identyfikowaniu i mierzeniu ryzyka, co na jego moderowaniu i na wykonaniu konkretnych planow dzialan przez management.

Zaprowadzono bowiem bardzo przejrzysty, tabelaryczny zapis wlascicieli poszczegolnych ryzyk, przyporzadkowanych do kluczowych funkcji w firmie (CEO, CFO, Exec VP HR, Exec Dir Strategic Planning, zarzdazajacy produkcyjnymi biuznes unitami ...).

Aby mozna bylo mowic o kompletnym systemie ramowym ZR nie moze zabraknac ustalenia i trzymania sie (egzekwowania) apetytu na ryzyko. Rozpracowanie i wdrozenie tego zagadnienia umozliwilo firmie wejscie do pierwszego kwartyla najlepiej zarzadzanych firm z Fortune 500. W wypracowaniu apetytu na ryzyko (okolo 30 stwierdzen, w pewnym stopniu kwantyfikowalnych) firma wspomogla sie metoda wypracowana juz przez Hydro One, polegajaca na zadaniu trzech prostych pytan (jak nizej) i wywolaniu dyskusji wsrod zarzadzajacych:

risk appetite at hydro one
Ostatnim elementem ukladanki jest Komitet ds Ryzyka, ktory w JC poza "standardowym" zakresem zadan ma rowniez nastepujace istotne funkcje:

  • zadecydowac o kalendarzu spotkan i przegladow okreslonych ryzyk na caly rok
  • nadzorowac nie tylko najwieksze ryzyka ale rowniez dzialania ktore maja je ograniczyc
  • zidentyfikowac "wylaniajace sie" ryzyka (emerging risks) - zarowno nowe jak i te bedace zlozeniem sie kilku starych ryzyk.

Widac, ze Risk Committee czuje sie prawdziwym gospodarzem ZR w firmie.

Jak poszukac w sieci, mozna natrafic na znacznie wiecej sladow pokazujacych ze Johnson Controls nie poprzestaje na przecietnosci rowniez w wielu innych dziedzinach zarzadzania i innowacji. To chyba banal, ale wniosek jest taki, ze dobrze zarzadzana firma jest dobra na wszystkich frontach (rowniez w zarzadzaniu ryzykiem) a dziadowska firma jest dziadowska we wszystkich aspektach.

Wasz w ryzyku,
R

PS - korzystalem z materialow firmy udostepnionych w sieci, np
https://www.one-report.com/download.html/2012/shared/library/0136-00006722.docx

12:53, rudnicki.com.pl , Polemika
Link Komentarze (1) »
środa, 09 kwietnia 2014
Kanibalizm kulturowy

Emiratczycy mają problem, ale jeszcze sobie z niego nie zdają sprawy - czyli stoją przed zagrożeniem, ryzykiem. Sami są źródłem tego zagrożenia, a raczej ich kultura pracy.

Rodowici Emiratczycy to kilkanaście procent społeczeństwa - ci pracujący, pełnią zwykle funkcje w urzędach i instytucjach państwowych, których jest tutaj dużo (urząd emigracyjny, transport miejski, nadzór budowlany, agendy inwestycyjne, zarządzanie parkingami, policja ...) lub pełnią funkcje zarządzających w spółkach, których właścicielem jest rząd.

Praca w urzędach nie stawia ich pod presją czasu, wydajności, sprawności, punktualności. Co gorsze (wydawałoby się, że tylko dla interesantów, ale w długim horyzoncie jest to niekorzystne dla samodyscypliny Emiratczyków) interesantami są przybysze z zagranicy, w większości Hindusi, Pakistańczycy i Filipińczycy, którzy są traktowani w urzędach mówiąc oględnie z wyższością i nonszalancją. W spółkach biznesowych, zarządzający Emiratczycy są wyręczani przez importowaną siłę roboczą - albo dawców know-how z Europy, Australii lub Ameryki Północnej albo "klepaczy klawiatur" z Indii, obsługę z Filipin bądź przez wyrobników z Pakistanu. Emiratczycy nie muszą pracować - wolą sobie tę prace (zarówno umysłową jak i fizyczną) wynająć i za nią zapłacić stosunkowo niewielkie dla nich pieniądze. Sami stali się bardzo wygodnymi bankierami i administratorami.


O ile mi wiadomo, na emeryturę mogą przejść po 15 latach pracy, a więc w wieku około 40 lat. Na emeryturze otrzymują 80% swojego wynagrodzenia. Przy wynagrodzeniach miesięcznych rzędu 50-100 tys Dirhamów lub więcej (40-80 tys złotych), oczywiście bez podatku, właściwie motywacja do pracy spada do zera, co mogę osobiście zaobserwować wśród osób będących u mnie w firmie w wieku "przed emerytalnym". Rozmowy jakie często przeprowadzam z ekspatami zatrudnianymi na odpowiedzialnych stanowiskach praktycznie w każdej firmie, potwierdzają tę prawidłowość i te same zachowania - kawa, prasa, facebook, ewentualnie doglądanie czy Europejczyk dobrze wymyślił, a Hindus lub Pakistańczyk wykonał. Podpis składa i pochwały przyjmuje Emiratczyk. Nie jest dobrze z nimi dyskutować czy zbyt aktywnie podważać ich zdanie, nawet jak nie mają racji - przyjmują to osobiście, jak zaatakowanie ich pozycji w firmie. Jako Emiratczycy uważają się za współwłaścicieli zasobów, jakimi są importowani pracownicy - nawet zatrudnieni w randze managerów, dyrektorów. Bywa, że niektórzy ekspaci są zbulwersowanych takim stanem rzeczy - ale większość podchodzi do tego na zimno - przyjechali tu zarobić kasę i nacieszyć się "łatwym życiem", nie chcą zmieniać tutejszego świata.

Zatrważające jest również podejście do pracy młodych Emiratczyków, darmozjadów. W kraju obowiązuje prawny przymus tzw emiratyzacji - zwiększania procentu Emiratczyków w strukturze zatrudnienia firm i urzędów w Zjednoczonych Emiratach. Firmy więc muszą przyjmować co roku nowych pracowników noszących białe diszdasze. Robia to niechętnie, bo przyjmują gołowąsów zaraz po studiach, którzy mają nikłe doświadczenie i wymagają natychmiastowego zatrudnienia "dublera" z Indii lub co gorsza (bo drożej) z Europy, który będzie odwalał robotę za nich. Emiratczycy, tylko dlatego że są Emiratczykami, za pełnienie określonej funkcji otrzymują wynagrodzenia i benefity znacznie wyższe niż przyjezdni (mogę tylko zgadywać, że wyższe o jakieś 30-50%). Są obejmowani luksusowymi programami edukacji i rozwoju - wyobrażacie sobie zielonych pracowników, niedawno studentów, wysyłanych na kilkudniowe szkolenia do pięciogwiazdkowych hoteli i ośrodków ? Co gorsza nastawienie tych młodych od samego początku jest takie, że oni nie przyszli tu do pracy (bo pracować będą za nich inni), tylko żeby jakoś przepękać te 15 lat i potem korzystać z emerytury.


Te mechanizmy i postawy siedzą w nich bardzo głęboko, do tego stopnia, że nie są uświadomione, nie potrafią na to sami krytycznie spojrzeć. Z ich perspektywy to nie jest cwaniactwo (nikt się z tym nie kryje, to jest zalegalizowany system), to nie jest wyzysk (bo przecież importowana siła robocza sama wciska się do nich drzwiami i oknami) - to jest ich sposób na życie. Bardzo dobrze współgra z innymi elementami kulturowymi - punktualność jest rzeczą względną i z pewnością nie jest poszukiwaną cnotą; ciężka praca, pośpiech, intensywność, wydajność - to kłóci się ze stylem życia jaki wiedli jeszcze 50 lat temu, majestatycznie przemieszczając się na wielbłądach po pustyni od jednego gaju daktylowego do drugiego i mieszkając w budynkach lepionych z gliny. Te 50 lat starczyło, żeby wypompować ropę i zamówić postawienie "pod klucz" oszałamiających miast, ale to za krótko żeby zmienić mentalność. Sposób w jaki się poruszają - wolno, bez pośpiechu, majestatycznie - jest przedłużeniem ich "etosu pracy". Na ich jeden krok ja wykonuj trzy - i to nie jest przenośnia ! Oni nie potrafią, nie nauczą się zapieprzać, robić coś wytrwale, zmęczyć się pracą, wykonywać zadań z zegarkiem w ręku. To obce kulturowo.

I co z tego wynika ?

Był taki krótki okres - kryzys na rynku finansowym i nieruchomości 2008-2010 - kiedy Dubaj na chwilę się załamał ekonomicznie. Ekspaci stąd uciekali, porzucali samochody na lotniskach i na poboczach, pozostawiali niespłacone kredyty, wynajmowane mieszkania wraz z meblami. Po kilkunastu miesiącach wrócili (już nie ci sami, bo taki tryb opuszczenia kraju zamyka im drogę powrotu). 

To była mała zapowiedź armageddonu jaki moim zdaniem wydarzy się za kilkadziesiąt lat, kiedy skończą się pieniądze z ropy. Co prawda dalekowzroczni szejkowie siedmiu Emiratów kładą ogromny nacisk na takie ukierunkowanie rozwoju federacji (szczególnie Dubaju i Abu Dhabi), aby stały się gospodarkami niezależnymi od ropy, ale mentalność chyba pozostanie, bo istniejący system sprzyja jej utrwaleniu. Skończy się rozbudowa infrastruktury, tkanki ekonomicznej, a  gospodarka przestawi się z "rozwój" na "przetrwanie". Ci najlepiej opłacani ekspaci odpowiedzialni za wymyślanie i organizowanie współczesnych Emiratów wyjadą z kraju, miliony Hindusów z Karali pracujących w biurach staną się niepotrzebne, kolejne miliony wyrobników z placów budów wrócą do Pendżabu i Beludżystanu, do swoich glinianych lepianek gdzieś w górach. Emiratczycy zostaną sami z tym co wymyślił, postawił i uruchomił ktoś dla nich (za nich) za ich petrodolary. 


Czy będą w stanie wymyślić jak wyremontować lub przebudować 70-cio piętrowe wieżowce lub 4-poziomowe skrzyżowania ? Obawiam się że nie, bo do tej pory znacznie ciekawsze były wyścigi wielbłądów. Czy będą dynamicznie, z ikrą i talentem organizacyjnym zarządzać firmami, oddziałami, przez 10-12 godzin dziennie jako managerowie operacyjnie ? Nie potrafią tego, bo dotąd kupowali talent i dynamizm w biznesie, a sami poczucie dumy czerpali jedynie "dynamicznej" jazdy wielkimi dżipami po wydmach. Czy przez cały dzień, intensywnie i z zegarkiem w ręku, będą wprowadzać dane do komputerów a potem systematycznie je sprawdzać ? Niestety, tylko Hindus może pokornie robić to samo dzień w dzień i się nie znudzić ani nie zbuntować. Czy chwycą za łopaty i będą pracować w 50-cio stopniowym upale pod otwartym słońcem ? Proszę wybaczyć, ale do takiej pracy żaden Emiratczyk się nie zniży.

Czy za kolejne 50 lat miasta zabierze pustynia, piasek zasypie autostrady, a Emiratczycy znów niespiesznie będą wędrować wielbłądzimi karawanami od jednej oazy do drugiej ?


Wasz w ryzyku,

R

08:23, rudnicki.com.pl , Polemika
Link Komentarze (11) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24
Creative Commons License
Rudnicki

View Rafał Rudnicki's profile on LinkedIn