Celem zarządzania ryzykiem korporacyjnym nie jest budowanie awersji do ryzyka. Organizacje rozumiejące i wykorzystujące ryzyko, mogą bezpiecznie przełknąć go więcej, niż pozostałe firmy z branży.
Kategorie: Wszystkie | Koncepcje | Polemika | Rynek
RSS
sobota, 23 marca 2013
Tnij mądrze - omijaj układ nerwowy ...

Obserwuję, że polskie firmy - antycypując pogorszenie koniunktury - zaciskają pasa, tną wydatki, pozbywają się kosztotwórczych zasobów. Mam wrażenie, że niektóre zarządy dały się ponieść i rezygnując z niektórych przedsięwzięć ocierają się o funkcje krytyczne dla długofalowego funkcjonowania przedsiębiorstw. Jedną z takich funkcji jest oczywiście zarządzanie ryzykiem. Można ciąć, ale trzeba uważać żeby nie przeciąć rdzenia kręgowego ...

Większość managerów już nauczyła się, że podczas "kryzysu" najłatwiej jest pozbyć się wydatków na marketing. Z łatwością można je obciąć nawet do zera, ale to równoznaczne z oddaniem pola nieco silniejszym konkurentom bez walki, oddanie im swojej części rynku. Ci, którzy mają twarde cojones i nie ograniczyli bez opamiętania kosztów marketingu stają się wtedy zdobywcami i wykupują rynek za pół darmo.

Kilka miesięcy temu pisałem o tym, jak budowlańcy zademonstrowali wzorcowy sposób popełniania harakiri poprzez ignorowanie fundamentalnych zasad zarządzania ryzykiem. Byłoby niedobrze, gdyby do budowlańców dołączyły teraz pozostałe sektory polskiej gospodarki. Ci, którzy dziś zaoszczędzą te kilka tysięcy złotych na zarządzanie ryzykiem, jutro pozbawią się kilku milionów.

Akurat tak się składa, że nadarza się doskonała okazja aby zaczerpnąć ze świeżych doświadczeń najwyższej próby risk managerów - strategów i praktyków biznesu. Forum Pionierów Zarządzania Ryzykiem - czyli tych, od których zarządzanie ryzykiem w Polsce się zaczęło, którzy są "starymi wyjadaczami". Kolejna taka okazja najwcześniej za kilka lat, jeśli w ogóle będzie. Na początku kwietnia w Serocku pod Warszawą będziemy gościć ekspertów zarządzania ryzykiem działających na kilku kontynentach i w sposób doskonały łączących umiejętność optymalizacji procesów i produkcji na poziomie operacyjnym ze strategiczną wizją podejmowania ryzyka przez ich firmy. 

Nie wydasz dwóch tysięcy złotych, żeby sprawdzić co dzieje się u innych z Twojej branży ? Żeby krytycznie ocenić, jak z równie trudnymi sytuacjami radzą sobie koledzy z Australii, Anglii czy Ameryki Południowej ? Pozwolisz na to, żeby wszyscy Twoi konkurenci widzieli, że Cię tam nie ma ? Walkower nie wchodzi w grę.

Wasz w ryzyku,

08:53, rudnicki.com.pl , Polemika
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 lutego 2013
Draft Strategii Polrisk 2013 - 2015

Dzisiaj - prawdopodobnie tak jak każdy inny członek Polrisk - otrzymałem od nowego składu zarządu draft strategii Stowarzyszenia na lata 2013 - 2015. Sławek, aktualny prezes, zauważył we wstępie, że to pierwsza zmiana strategii od momentu założenia Stowarzyszenia, kiedy jako pierwszy prezes miałem zaszczyt koordynować formułowanie pierwszego dokumentu tej rangi.

strategia Polrisk

Dobrze, że coś "drgnęło" - lepiej późno niż wcale - i że nowy zarząd chętnie sięga po wzorce i źródła do których od lat próbowałem przekonywać - do rynku brytyjskiego. Obyśmy tylko zbyt wielkimi skokami nie próbowali dogonić tego, co Anglicy osiągnęli w 50 lat ... Nie będę odnosił się bezpośrednio do całego dokumentu, skoro to draft i zaczyn do dyskusji. Mam jednak kilka refleksji bardziej natury ogólnej i filozoficznej ...

Na wstępie Sławek przekonuje, że mimo, iż stowarzyszenia zagraniczne zrzeszają osoby pracujące jako „kupujący ubezpieczenia”, zorientowane na optymalizację programów ubezpieczeniowych, to w Polsce możemy tę równowagę zawodu menedżera ryzyka ubezpieczalnego i pozostałych ryzyk odpowiednio ukształtować. Osobiście jestem przekonany, że ani Polrisk, ani żadna inna organizacja nie będzie w stanie tej równowagi kształtować, tylko sam rynek - mechanizmy popytu na funkcje ubezpieczeniową i "korporacyjną" risk managementu, oraz wartość jaką zarządy będą w nich upatrywać.

W proponowanym nowym brzmieniu Misji pojawia się stwierdzenie "Ustalanie i upowszechnianie dobrych praktyk" ZR - moim zdaniem "ustalanie" jest na wyrost, bo to się dzieje cały czas w setkach firm, środowiskach biznesowych na świecie, na konferencjach, podczas kryzysów i zmian zarządów. Polrisk może - podobnie jak IRM, AIRMIC i wiele innych - wybierać jedynie najlepsze z tych doświadczeń i je promować. W tejże Misji boleśnie brakuje mi zapisu, który powinien znaleźć się jako pierwszy a nie ma go wcale: działania na rzecz samych członków, jako grupy zawodowej risk managerów lub osób odpowiedzialnych w firmach za funkcje / dziedzinę RM. W takiej formule jak proponowana, wszystkie cztery składowe misji są działaniami na rzecz rynku - firm, organizacji, a nie risk managerów.

W proponowanej definicji Wizji zastanawia mnie zawężenie do reprezentacji interesów osób wykonujących formalny zawód „menedżer ryzyka” w przedsiębiorstwach. Powszechnie wiadomo, że w ponad połowie firm funkcję ZR (niekiedy pod inna nazwą) powierzono komuś, kto jest audytorem, kontrolerem, księgowym, controllerem, ubezpieczeniowcem, compliance managerem i nigdy nie posiądzie "zawodu menedżera ryzyka". Czy chcemy ich wykluczyć ? To strzał w kolano ... Widziałbym w tym sformułowaniu raczej "osoby odpowiadające w przedsiębiorstwach i innych organizacjach za stworzenie i wdrożenie zasad oraz dobrych praktyk zarządzania ryzykiem gospodarczym"

Cele takie jak zaproponowano nie są "SMART", ale zakładam, że to pierwsza przymiarka i czeka je jeszcze wiele zmian redakcyjnych oraz uzbrojenie w rasowe KPI. Wśród celów i zadań z nich wynikających bardzo brakuje mi inicjatyw ukierunkowanych bezpośrednio dla / na członków zarządów, a mających na celu uświadomienie im przesłanek, korzyści i potrzeby zarządzania ryzykiem oraz zatrudnienia fachowca w tej dziedzinie. Popyt na menedżerów ryzyka nie zależy od innych stowarzyszeń, mediów itp ale wyłącznie od członków zarządu, przyszłych pracodawców. 

Padła propozycja ustanowienia kodeksu etycznego risk managera. Być może jest w tym coś głębszego, czego nie widzę, ale zastanawiam się - po co ? Nie jesteśmy lekarzami, prawnikami, audytorami czy rewidentami. Czy risk manager to funkcja szczególnego zaufania w firmie lub społeczeństwie ? Moim zdaniem nie. To, czy risk manager będzie uczciwy wobec swojej firmy, czy zdobędzie się na odwagę żeby uświadamiać zarządowi nie tylko różowe ale i czarne scenariusze, czy będzie rzetelnym fachowcem - zależy od tego jakim jest człowiekiem, nie od spisanego kodeksu.

Zarząd chce aby rola POLRISK sprowadziła się do określania programu doskonalenia zawodowego i zakresu wiedzy na egzamin menedżera ryzyka, opracowania podręcznika, oraz wydawania akredytacji trenerom i programom szkoleniowym. Trzeba przyznać, że program i deklaracje są chwalebne i ambitne, ale jestem sceptyczny - kto konkretnie będzie to robił ? Będą potrzebne osoby stanowiące (stałe) ciało akredytujące, które muszą mieć wyższe kompetencje niż osoby i instytucje akredytowane. Może być kłopot ze znalezieniem i zwerbowaniem takich osób oraz ich dostępnością, kosztami itp. To bardzo dużo pracy, a zatem pieniędzy, kilka etatów ...

Wracając do mojego wpisu na temat tłoku, jaki robi się w Europie wokół zagadnienia akredytacji i certyfikacji risk managerów, chyba nie jest rozsądnie wybiegać przed tych, którzy "rozdają karty" w Europie - tj przed trójcę AIRMIC / IRM / FERMA. Może się okazać, że my tu w Polsce odwalimy kawał dobrej ale nikomu nieprzydatnej (przedwczesnej) roboty ... Ale mówią, że do odważnych świat należy i ostatecznie lepiej próbować "ujeżdżać" ten żywioł, być na fali, niż czekać dokąd nas zdryfuje.

I na koniec wielka radość z powodu proponowanego zapisu (i tu wyjątkowo go zacytuję): "Ukierunkowanie działań Stowarzyszenia na korzyści dla członków POLRISK."


I tym optymistycznym akcentem ...

Wasz w ryzyku,
R

00:52, rudnicki.com.pl , Polemika
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 grudnia 2012
Nigdy nie umrę

Dziś zastanawiałem się ze wspólnikiem jak trafić z zarządzaniem ryzykiem pod strzechy średnich przedsiębiorstw - nie tylko tych dużych i gigantów.

Osobiście jestem orędownikiem prostych i stosunkowo niedrogich rozwiązań, w których da się wykazać za co konkretnie klient płaci oraz co konkretnie zyska. Trochę jak z kupowaniem telewizora: zapłacę o 990 zł więcej ale mam 46 zamiast 40 cali (mniej męczą sie oczy - dłużej wytrzymam przy 467-tym odcinku ulubionego serialu), zintegrowany dekoder cyfrowej telewizji naziemnej (200 PLN mniej bo nie potrzebuję dekodera), obsługę VOIP (odpadają wizyty w wypożyczalni filmów DVD - czas i paliwo) ... itd.

Ale partner uświadomił mi, że nie zawsze przedsiębiorcy myślą tak racjonalnie. I rzeczywiście - sam pisałem o tym w kontekście samobójczych działań firm budowlanych, lub relacjonując książkę Nassima Taleba. Problemem - i największym wrogiem zarządzania ryzykiem - jest myślenie typu "Po co nam to zarządzanie ryzykiem, przecież u nas to się jeszcze nigdy nie zdarzyło". "To" - czyli np. poważna awaria linii produkcyjnej, defraudacja pracownicza, pożar i ofiary w ludziach ...

Mój partner odpowiada wtedy takim rozmówcom, że "on też jeszcze nigdy nie umarł", ale to wcale nie znaczy, że nigdy nie umrze. Rudnicki - znany ze swojej przewrotności - powiedziałby nawet, że idąc śladem tej filozofii ("ale u nas to się jeszcze nigdy nie zdarzyło") można śmiało powiedzieć, że 60-latek ma znacznie większe szanse na nieśmiertelność niż 20-latek, bo ten ostatni może tylko powiedzieć "przez ostatnie 20 lat nie umarłem" podczas gdy pierwszy "ja już przez 60 lat nie umarłem". Czym jesteśmy starsi tym więc wzrasta pewność, że nie umrzemy - jak wam się podoba taki rachunek prawdopodobieństwa ?

Teraz bardziej zrozumiałe staje się pojęcie "zarządzania niepewnością" promowane przez brytyjczyków jako zamiennik zarządzania ryzykiem ...

Wasz w ryzyku,
R

00:03, rudnicki.com.pl , Polemika
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
Creative Commons License
Rudnicki

View Rafał Rudnicki's profile on LinkedIn